Dwupartyjność, brokuły polityki
Reklamy
Uważaj na redaktorów: twórca zwraca się nawet jeśli system dwupartyjny Jest przereklamowane.
(TNS) O system dwupartyjny To brokuły polityki.
Każdy wie, że jest to dla nas dobre, choć niewielu z nas to lubi.
Kiedy zostałem wybrany do Kongresu w 2010 roku, zostałem członkiem nowej większości w Izbie Reprezentantów, stając w obliczu demokratycznej większości w Senacie i administracji Obamy w Departamencie Rządu. Najskuteczniejszą strategią przepływu ustawodawstwa stało się podejście dwupartyjne.
Latem 2011 roku Republikanie wybrani na fali ruchu Tea Party stanęli przed poważnym wyzwaniem, gdy utrzymanie limitu długu publicznego stało się koniecznością. Sama koncepcja wspierania, nie wspominając o autoryzowaniu, znacznie większego i masywniejszego obciążenia amerykańskich podatników i kolejnych pokoleń, bez możliwości głosowania, które mogłoby wpłynąć na tę grabież, była odrażająca.
Wiele osób, w tym ja, prowadziło zażartą kampanię w publicznych dokumentach przeciwko podniesieniu limitu zadłużenia, a nawet przysięgało (niewiedza błogosławieństwem!), że zagłosuje w ten sposób. Ale ekscytujące dni kampanii przeciwko lewicowej machinie, jaką była Obama w pierwszych dwóch latach jego urzędowania, minęły i, jak informują nas bardziej doświadczeni (nie pytajcie!), teraz jesteśmy zobowiązani do rządzenia.
Zaskakująco mała różnorodność Republikanów reprezentujących kluczowe okręgi mieściła się w idealnych ramach politycznych, biorąc pod uwagę skład naszych wyborców, pozwalających na pracę w całym korytarzu. Mój przekształcił się w coś w rodzaju dzielnic.
Dzięki wnikliwym radom mojego zespołu legislacyjnego zorganizowałem spotkanie dla innych podatników, aby przedstawić niewątpliwie katastrofalne konsekwencje nawet technicznej niewypłacalności. Poznaliśmy brutalną rzeczywistość, że przerwanie spirali marnotrawnych wydatków i konfiskaty podatkowej wymaga subtelności i cierpliwości – i system dwupartyjny.
Wielu z nas pojawiło się, aby rozpowszechnić wynegocjowany pakiet z pomocą grup z rezydencji i większości w Senacie i Białym Domu, ale nie wcześniej, niż grupa Republikanów, bardziej nieugięta wobec obietnic Partii Herbaty, odesłała wszystkich z powrotem do komisji kreślarskiej i doprowadziła do głosowania w ostatniej chwili, które dało nam “przejęcie” wydatków gospodarstw domowych (sytuacja republikańska) i wydatków wojskowych (sytuacja demokratyczna), co od tamtej pory niepokoi obie strony.
To właśnie jest istotą kompromisu, jak ujął to nieśmiertelny ówczesny lider większości w Senacie Harry Reid: “nikt nie dostaje tego, czego chce, i zawsze tak jest… jeśli poszczególne osoby wychodzą z sali, a wszystkie strony są rozczarowane, to jest to dobry, przyzwoity kontrakt”.”
Podczas moich codziennych i nierzadko burzliwych dyskusji na temat porozumienia w sprawie limitu zadłużenia, domagałem się, aby “współpraca” była alternatywą dla “kompromisu”, ponieważ w tym drugim przypadku wszyscy tracą, a w pierwszym wszyscy zyskują.
Moda na wspaniałe medytacje nad system dwupartyjny To, na co liczyłem, że to rozumowanie zachęci, niestety się nie ziściło. To gastronomia polityki: jeśli idziesz na wybory z wyobrażeniem sobie ciasta i lodów, kupowanie brokułów jako alternatywy wydaje się rozczarowaniem.
Dziś ponownie rozważa się kwestię akceptowalności dwupartyjnego kompromisu – współpracy! – tym razem za pośrednictwem Demokratów, których rosnący impet koncentruje się na radykalnej transformacji naszego aparatu wyborczego, naszej gospodarki, naszego portfela energetycznego i naszych sądów.
Podobnie jak w przypadku katastrofy związanej z limitem zadłużenia w 2011 r., na kongresmenach i senatorach, których okręgi i stany są bardziej zrównoważone politycznie, spoczywa obowiązek utorowania drogi mniejszymi i bardziej stopniowymi krokami, niż te, do których aspirują ich partie.
Biorąc pod uwagę, że politycy dwupartyjni prawdopodobnie charakteryzują się szczególną odpornością, czyli tolerancją dla “dobrego” (lub mniej) serca w ich życiu prywatnym, ich istnienie i przetrwanie zależą niemal wyłącznie od tego, kto ich wybiera. Senator z Wirginii Zachodniej Joe Manchin, demokrata, który stał się de facto liderem dwupartyjnej koalicji na Kapitolu, reprezentuje jeden z najważniejszych stanów republikańskich w kraju i to, bardziej niż cokolwiek innego, usztywnia jego kręgosłup w opozycji do lewicowego nachylenia jego partii.
Znaczenie politycznego składu wyborców zyskuje na znaczeniu co 10 lat, gdy napięcia w okręgach wyborczych są przeliczane na podstawie wyników spisu powszechnego. Mieszanka zaawansowanej polaryzacji i gerrymanderingu, impulsu, któremu zrozumiałe uległy obie strony sceny politycznej, zdziesiątkowała w ciągu ostatnich dwóch lat gatunek ponadpartyjny – chociaż wysiłki mające na celu powstrzymanie gerrymanderingu za pomocą “bezpartyjnych” (a także (piękno, które powstaje w oczach patrzącego) mechanizmów w różnych stanach mogą również złagodzić ten spadek).
Obecnie jesteśmy w trakcie cyklu zmiany podziału okręgów wyborczych, a jej wpływ na zwyczaje mieszkańców Waszyngtonu może stać się codziennością w 2022 roku.
Tymczasem naród, w którym wybór deserów jest podzielony po równo, może być lepiej poinformowany i bardziej docenić zalety brokułów.
Nan Hayworth jest byłą kongresmenką z 19. okręgu wyborczego w Nowym Jorku. Jest członkinią zarządu Independent Women's Forum. Napisała ten artykuł dla InsideSources.com.